Kredyty we frankach. Spłacasz, a dług rośnie!

Kredyty we frankach. Spłacasz, a dług rośnie!

Kredytobiorca, który cztery lata temu pożyczył we frankach 200 tysięcy zł i sumiennie spłaca raty, dziś musiałby oddać bankowi o 50 tysięcy złotych więcej niż w 2007 roku. Ostatnie zawirowania na rynku walutowym są tylko chwilowe – twierdzą analitycy. Zamiast śrubowania nowych rekordów frank będzie się systematycznie osłabiał i za kilka miesięcy będzie kosztować 3,1 złotego.

Umocnienie franka w ostatnich tygodniach sprawiło, że kredytobiorcy nerwowo obserwowali sytuację na rynku walutowym. Coraz głośniej mówiło się, że rekordowy poziom z lutego 2009 roku – 3,33 zł – może zostać przebity. A to oznaczałoby, że Polacy zadłużeni we franku musieliby płacić coraz wyższe raty.

Już teraz – przy kursie na poziomie 3,25 zł – rata 30-letniego kredytu we franku szwajcarskim, zaciągniętego w czerwcu 2007 roku na kwotę 200 tys. zł, wynosi 942 zł. To o 20 złotych więcej niż w momencie podpisywania umowy. Byłaby dużo wyższa, gdyby nie to, że w ciągu czterech lat oprocentowanie przykładowego kredytu [LIBOR 3M CHF+1,25 proc. marży] spadło z 3,75 do 1,43 procent. To zamortyzowało wpływ drożejącego franka. Gdyby oprocentowanie utrzymało się na poziomie sprzed czterech lat rata kredytu wzrosłaby do niemal 1280 złotych.

Wzrost kursu – z poziomu 2,35 zł przed czterema laty do obecnego, oscylującego w okolicach 3,25 zł – sprawił za to, że choć posiadacz naszego, przykładowego kredytu jest dziś winny bankowi 77 tysięcy franków, czyli o około osiem tysięcy mniej niż cztery lata temu, to jego zadłużenie liczone w polskiej walucie zwiększyło się o około 50 tys. zł. Gdyby frank kosztował dziś 3,5 złotego – a tego spodziewają się najwięksi pesymiści – Zadłużenie wynosiłoby aż 270 tys. zł. Nie licząc odsetek.

Frank straci na wartości?

Póki co kredyty we frankach należą do tych najsumienniej spłacanych, ale to mogłoby się zmienić wraz z szybującym kursem szwajcarskiej waluty. Analitycy jednak uspokajają. Ich zdaniem najgorsze już za nami. A najbliższe miesiące przyniosą systematyczny – choć wahania nie są wykluczone – spadek wartości franka.

Największe poziomy wartości szwajcarskiej waluty mamy już za sobą – mówi Marcin Kiepas, analityk X TRade Brokers. – Sytuacja w strefie euro uspokoiła się na tyle, że inwestorzy nie będą uciekać od wspólnej waluty. Poziom franka w najbliższych tygodniach może zbliżać się do poziomu 3,30 zł, jednak nie przebije tej granicy i w perspektywie czterech miesięcy osłabi się do poziomu 310-3,20 zł – prognozuje.

Przemawiają za tym dwa argumenty. – Grecja najprawdopodobniej otrzyma kolejną transzę pomocy w wysokości 12 mld euro. Uspokoiła się także sytuacja wokół: Hiszpanii, Portugalii i Włoch – mówi Kiepas i wskazuje na niechęć Szwajcarów do zacieśniania polityki monetarnej.

– Inflacja utrzymuje się na niskim poziomie, tamtejszy bank centralny nie zdecyduje się na podniesienie stóp procentowych – przewiduje.

W podobnym tonie wypowiada się Dorota Strauch, analityk Raiffeisen Bank. – Niemal pewna pomoc dla Grecji uspokoi sytuację na rynku walutowym. Testowanie rekordowego poziomu franka czyli 3,33 złotych to już przeszłość. W ciągu czterech najbliższych miesięcy poziom szwajcarskiej waluty spadnie do 3,10 złotych – przewiduje.

Poziom zbliżony do 3,10 złotego za franka w perspektywie czterech miesięcy wskazuje też Konrad Majdański z DMK Alpha. – Inwestorzy zdyskontowali już problemy związane z długami Grecji i kłopotami pozostałych krajów strefy euro. Będziemy mieli do czynienia z wahaniami, ale w najbliższych tygodniach frank nie przebije granicy 3,30 zł – uważa analityk.

Jeżeli te prognozy się sprawdzą, a stopy procentowe w Szwajcarii pozostaną bez zmian rata naszego, przykładowego kredytu spadnie do poziomu 899 zł.

Zdecydowanie bardziej sceptyczny jest analityk Money.pl, Artur Nawrocki. – Oczywiście można uważać, że frank jest wyceniony zbyt drogo, jednak to co się dzieje zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Unii Europejskiej nie napawa optymizmem. Z jednej strony mamy drukowanie pieniędzy na niespotkaną dotąd skalę w USA, a z drugiej bardzo poważny kryzys zadłużeniowy w strefie euro. Dolar i euro, które uchodziły dotąd za bezpieczne, tracą na zaufaniu. Inwestorzy pożądają franka, dlatego w okresie czterech miesięcy powinien znaleźć się powyżej poziomu 3,30 zł – prognozuje.

Polacy pożyczyli we frankach miliardy

Wahania kursu franka niepokoją Polaków, bo w tej walucie w bankach zadłużona jest mniej więcej połowa z półtoramilionowej rzeszy Polaków, którzy pożyczyli 270 mld zł na nowe mieszkania i domy.

o w zdecydowanej większości osoby, które kredyt wzięły w latach 2007 – 2008, gdy frank kosztował nawet poniżej dwóch złotych, a banki lekką ręką rozdawały pożyczki denominowane w tej walucie.

Polacy chętnie zadłużali się we franku, bo rata kredytu była znacznie niższa niż w przypadku pożyczek w złotych. Niewiele osób przejmowało się ryzykiem kursowym. Jednak, gdy pod koniec 2008 roku wraz z wybuchem kryzysu na rynek walutowy wkradła się niepewność, kurs szwajcarskiej waluty poszybował w górę. Frank był rekordowo drogi w lutym 2009 r. Kosztował wtedy 3,33 zł.

Banki przykręciły kurek z walutowymi kredytami. W efekcie na początku ubiegłego roku – mimo tego, że rekordowo niskie stopy oraz zasada bierz kredyt w walucie, gdy jest droga, spłacaj, gdy tanieje, zachęcały do zadłużania się we franku – zaledwie co 25 udzielana pożyczka była denominowana we franku.

Z czego to wynika? Po pierwsze zdecydowanie poszedł w górę koszt pozyskania franka. Banki musiały też zacząć stosować nowe, obostrzone zasady udzielania pożyczek walutowych. Do tego nadzór finansowy wprowadził Rekomendację T, zgodnie z którą zdolność kredytowa dla pożyczki w walucie obcej musi o być 20 proc. większa niż w przypadku pożyczki w złotych.

– Ograniczenia zostały wprowadzone i cel jest powoli osiągany. W 2010 roku dynamika przyrostu nowoudzielanych pożyczek w złotych była wyższa niż kredytów walutowych. W efekcie przez ostatnie dwa lata udział zadłużenia w walutach, w całej kwocie zobowiązań z tytułu kredytów hipotecznych spadł z 79,5 do 63,3 procent – mówi Marta Chmielewska-Racławska z Komisji Nadzoru Finansowego.

A to nie koniec ograniczeń. 1 lipca wejdą w życie zapisy Rekomendacji S. Na spłatę kredytu we franku kredytobiorca nie będzie mógł wydać więcej niż 42 proc. swoich dochodów. W przypadku pożyczek w złotych, próg został ustawiony na poziomie 50 proc. dla osób zarabiających mniej niż średnia krajowa i 65 proc. dla zarabiających więcej.

– Między innymi dlatego nie spodziewam się powrotu franka do łask. W kontekście tego, że Polska raczej przystąpi do strefy euro, to właśnie wspólna waluta będzie popularniejsza – dodaje Bolesław Meluch, doradca zarządu Związku Banków Polskich.

Co ciekawe – choć banki zdecydowanie ograniczyły liczbę pożyczek udzielanych we franku – w ciągu roku zadłużenie Polaków, którzy pożyczyli we franku urosło aż o 14 mld zł. To właśnie zasługa zmiany kursu i umocnienia szwajcarskiej waluty.

Zdaniem przedstawicielki KNF do zmarginalizowania pożyczek walutowych przyczyniły się dodatkowo: wzrost świadomości klientów w kwestii ryzyka kursowego i popularność programu Rodzina na Swoim.

Miejsce szwajcarskiej waluty zajęło euro, ale mimo tego ostrożna polityka banków i rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego zrobiły swoje. – W I kwartale 2009 roku ponad 30 proc. nowoudzielanych kredytów było denominowanych w szwajcarskiej walucie. Dwa lata później było to zaledwie sześć procent. W I kwartale tego roku ponad 80 proc. kredytów było udzielanych w złotych – podkreśla Meluch.

Nadzór nie pozostawia złudzeń. Na zmianę nastawienia i łatwiejszy dostęp do kredytów walutowych nie ma co liczyć. – – Zmiany na rynku walutowym są bardzo dynamiczne. Dlatego bardzo dokładnie przyglądamy się polityce banków, które liberalizują politykę kredytową w walutach – dodaje Chmielewska-Racławska.

Rząd może ulżyć kredytobiorcom?

Ostatnio w niektórych mediach pojawiły się sugestie, że posiadaczom pożyczek we franku w sukurs powinien przyjść rząd. – Bo premier Węgier zamroził kurs franka dla osób spłacających kredyty hipoteczne. Nie pisze się jednak o tym, dlaczego zdecydował się na taki ruch. U nas oprocentowanie uzależnione jest od LIBORU, a tam decydowały zarządy banków. Gdy oprocentowanie na rynku spadało, rekompensowało to Polakom zadłużonym we franku wzrost kursu. Na Węgrzech banki nie cięły oprocentowania, bo nie chciały zmniejszać swoich zysków. W efekcie klient był podwójnie poszkodowany, przez wahania kursowe i wyższe od rynkowego oprocentowanie i lawinowo rosła rzesza osób, które miały problemy ze spłatą swoich zobowiązań – tłumaczy Meluch.

Źródło: money.pl

Data: 2011-06-15

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *